Blog > Komentarze do wpisu
Edukacja

seksualna

Są różne dyskusje - potrzebna, niepotrzebna, pomaga, nie pomaga, szkodzi, gorszy(?).

Mam koleżankę, która pracuje jako pedagog w liceum zawodowym (profilowanym - czy jak to się tam nazywa).

Opowiada o ciążach wśród uczennic - jest ich dużo, nawet już na początku licealnej edukacji. Jedna dziewczynka nie zdążyła nawet zgłosić się do pierwszej klasy (16 lat).

Jedna z "zaciążonych" przeprowadziła taki dialog ze swoją mamą:

- Jestem w ciąży.

- To nie mogłaś kupić prezerwatywy?!

- Jak mogłabym?! Przecież chodzę na religię...

środa, 27 stycznia 2010, kobietawkryzysie
Tagi: edukacja
Komentarze
2010/01/27 10:29:29
Opadaja rece, na lekcjach biologii temat jest poruszany i dobrze jest go rozwinac, w bibliotece amsterdamskiej byl film rysunkowy, dla dzieci od lat 4, do wypozyczenia, pt Skad sie wzialem, odpowiadal na pytania dzieci w tym wieku, bardzo taktownie ale i prawdziwie, pozniej wystarczylo te wiedze juz tylko uzupelniac.
Pozdrawiam.
-
2010/01/27 10:49:38
Rozmawiałam kiedyś z kobietą po siódmej aborcji (spoko, spoko, w czasach kiedy to nie było jeszcze przestępstwem) i ona mi rzekła: lepiej mieć grzech od czasu do czasu niż prawie codziennie
-
2010/01/27 10:56:25
Agnieszka - okropne!:(
Ale, niestety też mam takie wrażenie - skoro seks bez małżeństwa jest grzechem, to przestaje mieć znaczenie czy to pijany koleś na imprezie, czy ukochany, z którym planuję przyszłość...
-
2010/01/27 11:26:02
a mnie szokuje, że jedynym pytaniem matki na wyznanie nastoletniej córki "jestem w ciąży" jest: "To nie mogłaś kupić prezerwatywy?!"; mamy pretensje do szkoły, że nie uczy i nie uświadamia, ale moim zdaniem pierwszym ogniwem tej nauki powinny być matki. i nie jest prawdą, że nastolatki nie chcą z matkami o tym rozmawiać, bo ja z pierwszymi miłosno-erotycznymi problemami poszłam do mamy, ale... to ona nie umiała porozmawiać o tym ze mną.
-
2010/01/27 15:41:23
ostatnio znów podpisywałam zgodę na te zajęcia w szkole(do chodzenia na religię nie wymagano podpisu a jedne i drugie zaj. sa ponadobowiązkowe).Ja chętnie rozmawiam z dziećmi na te tematy i jak dotąd-one też,czasem chodzi moją opinię na temat tego,czego się dowiedziały gdzie indziej.Z drugiej strony temat poza otwartoscią wymaga delikatności i dyskrecji,bo nastolatki łatwo się krępują.

agnieszka-ta kobieta stosowała aborcję jako środek antykoncepcyjny?chodzi o to,że gdyby używała tabletek to grzeszyłaby codziennie,a tak to tylko jak wpadnie? Koszmarne rozumowanie.
-
2010/01/28 10:01:34
Nowa - może ta matka była wyznawczynią teorii - nie należy uświadamiać za wcześnie (?), aby nie zachęcać młodzieży?
-
2010/01/28 10:13:50
he,he-to by o prezerwatywy nie pytała :))) Tylko-"skąd dziecko przyszło ci do głowy takie czyny lubiezne wyczyniać! Ty ty dziewicą już nie jesteś? :O "
-
2010/01/28 10:21:58
kasjo.pl, dokładnie tak. A jeszcze a propos wiedzy na ten temat. Zadzwoniła kiedyś do mnie trzydziestoparoletnia córka przyjaciół, matka trzech córek - Agnieszka - łkała - on mi znowu zrobił dziecko, a obiecał, że będzie uważał...
-
2010/01/28 10:35:13
Kasjo - tak myślała wcześniej, po fakcie przyszło otrzeźwienie...
-
2010/01/28 20:07:29
należy uświadamiać, tylko ja kurde jestem jakoś przekonana, że szkoła nie jest w stanie tego zrobić w taki sposób, jak wszyscy byśmy tego oczekiwali. np. w 30 osobowej klasie 14-latków, połowa już kuma o co chodzi, 14 osób jest zawstydzonych, bo uważa, że ich to jeszcze nie dotyczy, a jedna osoba jest już po inicjacji. i nawet jeśli zajęcia odbywają się oddzielnie dla dziewczyn, a oddzielnie dla chłopaków, nie ma klucza, żeby każdego uświadomić tak samo, każdy z takiej lekcji wyciągnie inną naukę, choćby dlatego, że jest obarczony jakimś bagażem osobistym.
kasjo.pl napisała słusznie, że to wymaga delikatności i dyskrecji, bo nastolatki łatwo się krępują. nie można powiedzieć o dyskrecji, kiedy zajęcia odbywają się dla całej klasy. pamiętajmy też o tym, że wśród nastolatków każdy ma o każdym jakieś zdanie i nie obywa się bez wzajemnych uszczypliwości, głupich komentarzy itp.
to słuszne, że rodzice muszą wyrazić zgodę, bo tylko rodzice, którzy znają swoje dziecko (zakładając, że je znają) wiedzą, czy ono jest emocjonalnie gotowe na takie lekcje. btw, na religię tez trzeba wyrazić zgodę, jej nieobowiązkowość sprawia, że nie trzeba dzieci na nią posyłać, co wiąże się z brakiem zgody.
ja jestem za tym, żeby wychowanie seksualne było w szkole, ale nie może być obowiązkiem i nie może być traktowane, jak zwolnienie rodziców z odpowiedzialności i wymówka do tego, żeby nie poruszać z dziećmi "TYCH" tematów.
-
2010/01/29 10:04:21
Szkoła nie? Rodzice nie umieją lub nie chcą. Więc kto?
Delikatność delikatnością, ale są też przecież fakty obiektywne, biologiczne. Antykoncepcja nie jest metafizyką, a wiedza o niej nie równa się decyzji o rozpoczęciu współżycia.
-
2010/01/29 10:59:01
nie napisałam, że szkoła nie. tylko, że jest to bardziej złożone niż spędzenie 30 osób do klasy i przeprowadzenie wykładu na temat życia seksualnego ludzi.
-
2010/01/29 15:25:20
Jezeli zaczyna sie "spedzac" ludzi na takie wyklady dopiero, jak maja 15-17 lat, to rzeczywiscie, nie jest to latwe zadanie. Jesli natomiast edukacja seksualna/do zycia w rodzinie jest wprowadzana od poczatku drogi szkolnej, to staje sie sprawa naturalna.
-
2010/02/02 10:22:04
Rzeczywiście, może normalna edukacja, bez fanfar?
Bo to rzecz ludzka.
Chociaż wspomniany wykład też raczej nikomu nie zaszkodzi, dlaczego miałby?
Nie rozumiem strachu przed tą edukacją, wiedza wcale nie oznacza zachęty, można (a nawet należy) mówić o odpowiedzialności.