RSS
piątek, 14 października 2016
Lubię lato :)

Lato było świetne w tym roku - szkoda, że tak szybko minęło :)

Słoneczne, ale nie za gorące, trochę deszczu, ale bez przesady.

Urlop mieliśmy udany tylko szkoda, że nie był dłuższy.

A teraz kiedy jest ciemno, zimno, leje i wieje, próbuję sobie to przypomnieć, ale idzie mi średnio :)

Tagi: lato
10:34, kobietawkryzysie
Link Dodaj komentarz »
środa, 17 sierpnia 2016
Kłopoty...

Oprócz problemów ze zdrowiem mam jeszcze kłopoty w pracy i finansowe (to się wiąże:)

Nie wiem, co jest ważniejsze - aby dbać o zdrowie potrzebuję pieniędzy (jak się okazuje dużo:) a do pracy potrzebne jest zdrowie, zwłaszcza gdy trzeba walczyć o przetrwanie na rynku.

Moja obecna praca zawsze była "na razie". To "na razie" trwa już 12 lat, ale jest coraz trudniej. Niby powinnam byc przygotowana, ale to chyba nigdy nie jest właściwy moment, żeby zostać bez pracy i dochodów, szczególnie że nie mam widoków na nic nowego a zdrowie mi się sypie.

Bardzo trudno mi żyć w tym zawieszeniu - niby jeszcze pracuję, ale w każdej chwili to się może skończyć. Niezwykle trudno mi się skupić i pracować jak gdyby nigdy nic.

Paradoksalnie ostatnio dochody miałam niezłe, co pozwoliło mi inwestować we własny rozwój. W tym upatrywałam szansę na kolejny krok w karierze. 

Dokształcam się od kilku lat i jestem jakoś tak w połowie. Może czasowo już dalej, ale finansowo w połowie:) Na razie zrobiłam przerwę z powodu kłopotów ze zdrowiem ale także (a może nawet bardziej) z powodu pieniędzy. Po prostu bałam się, że nie dam rady płacić za kolejne drogie 3,5 letnie studia.

Próby rozkręcania własnej działalności na razie oznaczają tylko wydatki.

13:49, kobietawkryzysie
Link Komentarze (4) »
wtorek, 09 sierpnia 2016
SKS

Nie mogę chorować, bo nie znoszę służby zdrowia.

Coraz bardziej :)

Nie umiem rozmawiać z lekarzami. Wyglądam dobrze i sprawiam wrażenie zdrowej, więc za taką jestem uważana. Inna rzecz, że w publicznej służbie zdrowia pacjent jest intruzem i tak się czuje. 

Ale nawet prywatne wizyty za 200 PLN przebiegają ...różnie.

Panie w recepcji bywają bardzo nerwowe i łatwo wpadają w złość, a przecież w prywatnych przychodniach odstraszanie pacjentów chyba nie jest potrzebne? 

Dwie okulistki podczas prywatnych wizyt miały pretensje, że pogorszył mi się wzrok. Miałam ochotę powiedzieć, że właśnie dlatego przyszłam, w przeciwnym razie wydałabym te pieniądze na nowe buty:) 

Każdy specjalista mówi co innego, a uzyskać wyjaśnienie bywa trudno - wszyscy się spieszą. 

Nie wiem, komu wierzyć.

Chociaż minęło sporo czasu, nadal próbuję wyjaśnić przyczynę moich dolegliwości z grudnia. 

Zrobiłam rezonans kręgosłupa lędźwiowego (prywatnie, za swoje pieniądze), chociaż nikt (poza moim mężem - chwała mu za to! :) mnie na to nie namawiał.

Lekarka pierwszego kontaktu doradzała ibuprom. Nie chciała mnie nigdzie skierować ani zlecić żadnego badania.

Z łaski (po usilnych prośbach) wysłała mnie do neurologa. Ten najpierw zapytał "po co pani przyszła" a potem skierował mnie do lekarza rehabilitacji. Tam dostałam skierowanie na rehabilitację kręgosłupa ...szyjnego. Który też nie jest zdrowy i prawdopodobnie powoduje drętwienie rąk. Może dlatego, że dysponowałam tylko rentgenem i rentgen szyi był bardziej czytelny :) Jeszcze tej rehabilitacji nie miałam - czeka się pół roku. Trochę się boję, że mi zaszkodzi taka rehabilitacja "w ciemno". Bo w rentgeny przestałam wierzyć - na tym kręgosłupa lędźwiowego prawie nic nie wyszło. Zbieram się, żeby jednak iść jeszcze na rezonans kręgosłupa szyjnego. Oprócz pieniędzy odstrasza mnie jeszcze samo badanie - bo zdarzały mi się ataki klaustrofobii.

Rehabilitant wręcz odradzał mi badanie rezonansem. Na prywatnych wizytach nie bardzo wiedział, co ze mną robić i miał pretensje, że jestem "wyćwiczona" :)

Lekarz opisujący badanie zauważył zbliżenie kręgów i dwie przepukliny, a lekarz do którego poszłam z tym rezonansem (neurochirurg) stwierdził, że mam (miałam?) wysięk ze stawu przykręgosłupowego (związany ze zwyrodnieniem stawów) i stan zapalny. Cokolwiek to jest. Bo nie wiedziałam, że stawy przykręgosłupowe w ogóle istnieją:) Tam upatrywał przyczyny problemów - czyli bólu. Postraszył mnie, że takie dolegliwości lubią wracać. Po czym skierował mnie na rehabilitację do ...swojego kolegi.

I tak dalej i tym podobne... Dużo stresu, wydatków i mozolne dochodzenie metodą prób i błędów do diagnozy. 

Tagi: zdrowie
14:29, kobietawkryzysie
Link Komentarze (9) »
piątek, 15 lipca 2016
!

Wszystko mnie wkurza :)

13:15, kobietawkryzysie
Link Komentarze (3) »
środa, 23 marca 2016
Wiosna?

Roztargnienie?

Alzheimer?

Nalałam soku pomarańczowego do elektrycznego czajnika...

Tagi: wiosna
10:32, kobietawkryzysie
Link Komentarze (4) »
piątek, 11 marca 2016
Filmy na Dzień Kobiet:)

Nie tylko choruję, czasami też oglądam filmy:) 

Widziałam ostatnio "Moje córki krowy" i "Viviane chce się rozwieść".

Oba polecam.

"Krowy" opisywano jako ciekawą opowieść o skłóconych siostrach (kłótnie dwóch wrednych bab?:). 

Moja koleżanka zobaczyła tam smutną (ponoć cały seans przepłakała) opowieść o przemijaniu...

Ja zastanawiałam się, w jaki sposób tzw. dobra, w zasadzie pozbawiona patologii rodzina pozbawiła córki poczucia własnej wartości.

Rodzice (piękna matka i ojciec wybitny architekt) byli zbyt mocno skoncentrowani na sobie?

Jednym słowem - warto zobaczyć, bo różne rzeczy można odkryć:)

Film "Viviane" nie pamiętam jak recenzowano.

To obraz dość męczący w odbiorze - bardzo statyczny (cała akcja rozgrywa się w małej salce sądu rabinackiego i w poczekalni tegoż).

Ale jak to mówią "trzyma w napięciu" - według mnie głównie dzięki świetnej grze głównej bohaterki.

Dla mnie takie filmy są ciekawe w dużej mierze ze względu na możliwość podglądania innych kultur.

Oglądając zastanawiałam się nad religijnymi zasadami, którymi kierował się ten sąd.

I nad sposobem myślenia głównego bohatera (męża), dla mnie dziwacznym.

I nad pozycją kobiety w tym społeczeństwie - niską, ale bywa gorzej:)

Przemoc, której ta kobieta (żona) doznawała była zawoalowana, w pewnym sensie subtelna, ale nie ulegała wątpliwości...

Tagi: film kobiety
10:37, kobietawkryzysie
Link Komentarze (1) »
piątek, 04 marca 2016
Dziwny czas

Czuję się dobrze, tylko jestem zmęczona i nic mi się nie chce:)

Powoli wracam do dawnych aktywności i niemrawo nadrabiam zaległości w różnych pracach i sprawach do załatwienia. 

Przez równy miesiąc (zadziwia mnie, jak to było dokładnie odmierzone:) miałam silne bóle w boku i spędzałam czas głównie w łóżku. Obowiązki zawodowe popychałam z grubsza - reszta spraw leżała odłogiem, co dopiero teraz zauważam.

Na przykład: kibel obrósł kamieniem, o co nasza M. (która nam sprząta co jakiś czas) oskarżyła biedny Domestos (cytat: Niedobry ten Domestos, tak wyżarł, kamień się zrobił:) 

Do formy sprzed choroby jeszcze (?) nie wróciłam. 

Nie wiem, czy jestem zdrowa, bo nie wiem, co mi dolegało:) 

Bóle pojawiły się bez wyraźnego powodu i tak samo minęły. 

Jednego dnia nie mogłam butów ubrać, bo mnie mdliło z bólu, a następnego już nie. Czekałam ze strachem czy wróci (miałam w czasie tego miesiąca takie parodniowe przerwy) ale nie... Na razie:)

Z powodu tych dolegliwości odwiedziłam lekarza rodzinnego, neurologa i lekarza rehabilitacji.

Zrobiłam trochę badań, m.in. USG jamy brzusznej. Wszystkie wyniki były dobre. Okaz zdrowia:)

Pracowało nade mną 3 rehabilitantów.

Wygląda na to, że jeden z nich w bolącym boku spowodował powstanie zrostów (za bardzo się starał:)

Lekarka rodzinna najpierw twierdziła, że to kręgosłup lędźwiowy a potem uznała, że nerki. Była bardzo z siebie zadowolona:)

Pozostali lekarze nie mówili nic na ten temat. Nie byli zainteresowani, zresztą zanim do nich trafiłam ból minął (terminy!).

Na koniec trafiłam do osteopaty, który położył mi ręce na kręgosłupie, skupił się i po jakimś czasie powiedział, że mam "dużo strachu w żołądku" (?!). Jego zdaniem bóle spowodował stres i przeciążenie.

Rehabilitacja w ośrodku osteopatii jest bardzo przyjemna, bo obowiązuje tam zasada, że pacjent nie może odczuwać bólu:) Czy skuteczna? Nie mam pojęcia.

Lekarka rehabilitacji powiedziała, że mam "szyję jak patyk" (pokazałam jej rentgen) i wysłała mnie na rehabilitację tego odcinka. Zaczynam już za pół roku:)

Nie robiłam rezonansu bo mnie nie stać, a skierowania na razie nikt mi nie dał.

Tajemniczy charakter schorzenia trochę mnie niepokoił - chwilami myślałam, że to jakaś poważna, a nie rozpoznana choroba mnie zżera... :)

Tagi: nfz zdrowie
14:07, kobietawkryzysie
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 21 grudnia 2015
Podsumowanie

Koniec roku jest tym razem trudny.

W pracy różne ważne i bardzo ważne sprawy nie są ukończone (na szczęście nie z mojej winy, ale cóż z tego?). Więc zamiast w domu organizować rodzinie święta miotam się w pracy. 

Moja własna (wymarzona:) działalność na razie słabo się rozwija - wynajęłam lokal i sonduję rynek. Jest ciężko, chyba trudniej niż myślałam(?) Ostatnio przeniosłam się do lokalu koleżanki (dwa razy droższego:), która roztoczyła przede mną bardzo atrakcyjną wizję wsparcia marketingowego. Kiedy (już po podpisaniu umowy) poprosiłam o konkretną pomoc - obraziła się...

Mam też kłopoty ze zdrowiem. Wczęśniej walczyłam z drętwieniem rąk - bez większych sukcesów. Lekarka rodzinna sądzi, że to od kręgosłupa szyjnego, więc chodziłam na rehabilitację (prywatnie). Uprosiłam ją o skierowanie do neurologa i czekam (4 miesiące:)

Z początkiem grudnia zaczęły się silne bóle w boku - kłucie, szarpanie. Trudne do wytrzymania. Lekarka powiedziała, że od kręgosłupa lędźwiowego i zaleciła ibuprom:) Rehabilitacja (masaże, uciski) nie pomaga. Podstawowe badania (krew, mocz) wyszły dobrze. Wspomagam się nospą (bez niej trudno było funkcjonować) i myślę o USG (prywatnie)...

13:55, kobietawkryzysie
Link Komentarze (12) »
poniedziałek, 26 października 2015
Pieskie życie

W weekendy sporo czasu spędzamy za miastem. Dzieci dorosły, więc jeździmy głównie z naszym psem - rudą spanielką. 

Latem podczas spaceru spotkaliśmy dwie panie z młodą, buldogowatą (na oko) suczką. Sunia była spokojna, wyglądała zdrowo. 

Okazało sie, że te panie ją znalazły - błąkała się po okolicy.

Podejrzewałam, że ktoś ją wyrzucił - bo była w ciąży? Miała rozciągnięte powłoki brzuszne, powiększone sutki. Z jednej strony wyglądała dobrze, z drugiej - nie miała nawet obroży. 

Zaczęliśmy rozmawiać, a tymczasem "koleżanka" chciała się zaprzyjaźnić z naszym psem. Nachalne wąchanie nie spodobało się naszej suni, która zaczęła warczeć. Rozpętała się awantura - szczekanie, ujadanie. Młoda suka chyba próbowała naszą zdominować - właziła na nią łapami. Zdenerwowałam się - zwykle takie konflikty ograniczały się do pyskówek, a tym razem obawiałam się o życie i zdrowie mojej starej, schorowanej suni.

Nie wiedziałam co zrobić, w końcu mąż wziął naszą psicę na ręce i oddaliliśmy się pospiesznie.

Jakież było nasze zdziwienie, kiedy wczoraj znowu spotkaliśmy w tym samym miejscu, tego samego psa, tym razem bardzo wychudzonego. Kiedy minęły obawy (tym razem do starcia na szczęście nie doszło) zaczęłam myśleć. 

Jak to możliwe, że przez kilka miesięcy nie znalazł się nikt, kto by chociaż zawiózł bezdomną suczkę do schroniska?

Czy mogłam pomóc? Nie miałam nic do jedzenia, ale największą przeszkodą był mój pies i potencjalny konflikt - jak wieźć dwa psy bez kagańców w jednym aucie?

12:23, kobietawkryzysie
Link Komentarze (2) »
środa, 16 września 2015
Nigdy nie jest za późno

Obejrzałam ten film.

Nie jestem zbyt obiektywna, bo mogę oglądać wszystko z Meryl:)

Trochę się jednak rozczarowałam, bo po przychylnych recenzjach spodziewałam się czegoś bardziej porywającego...

Dynamiczniejszego? Bardziej zwartego?

W dzień po premierze sala była przerażająco pusta...

Ogląda się przyjemnie - Meryl i jej córka grają pięknie (i śpiewają:), dialogi są inteligentne. 

Ja miałam taką refleksję: jaka jest rola kobiety (z klasy średniej)?

Kariera?

Główna bohaterka Linda (pseudonim sceniczny Ricki:) próbowała szczęścia w showbiznesie. 

Wyszło tak sobie: jest uboga, straciła rodzinę i kontakt z dziećmi.

To jest ciekawy moment, bo jedna scena sugeruje, że decyzję o rozwodzie podjął jej mąż (za dużo wyjeżdżała?:)

Ale robi to, co kocha i nie jest samotna.

Ocaliła siebie (jakkolwiek to brzmi:)

Matka i żona?

Jej następczyni, Maureen to typowa żona i matka w bogatej, szczęśliwej (?) rodzinie. Ale wychowuje cudze dzieci (nie wiadomo, dlaczego nie ma swoich). Ta rodzina jest trochę sztywna - ojciec bróbuje rozwiązywać problemy unikając ich ("porozmawiajmy o czymś innym").

Córka Ricky, Julie wybrała szczęście rodzinne (ani ona, ani jej macocha nie pracują zawodowo) i ...przegrała. Małżeństwo się rozpadło i została jej ...depresja.

Zastanowiły mnie aluzje dotyczące polityki i koloru skóry ale nie do końca wiem, o co chodzi (za mało znam realia).

Na pewno warto obejrzeć.

Tagi: film
10:25, kobietawkryzysie
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 62